niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział dziewiętnasty

 - Spokojnie - uśmiechnął się do dziewczyny lekarz. - Nazywam się doktor Włodzimierz Karwot, a teraz znajdujemy się w szpitalu.
 Obszedł łóżko i sięgnął po jej kartę, w której zaczął coś wypełniać.
 - Kim oni są? - zapytała go.
 - Córeczko - kobieta podeszła do niej z drżącymi dłońmi. - To ja, twoja mama. Nie pamiętasz mnie?
 Dziewczyna pokręciła przecząco głową i odsunęła swoją rękę. Żaden z tutaj obecnych nie był jej znajomy. Nie wiedziała, co się z nią dzieje i co tutaj robi. Matka spojrzała bezradnie na lekarza, który właśnie odwiesił jej kartotekę i spojrzał na kobietę. Poprawił swój krawat i pokazał rodzicom ręką na korytarz, żeby mogli w spokoju porozmawiać.
 Ojciec przy wyjściu z sali spojrzał na Daniela, dając mu do zrozumienia, żeby miał na oku jego córkę. Chłopak się uśmiechnął i kiwnął głową. Kiedy zostali sami, Hania znowu zadała to samo pytanie:
 - Kim wy jesteście? - przenosiła wzrok z Niny na Daniela i na odwrót.
 - Jestem Nina - czarnowłosa kiwnęła głową - a to jest twó...
 - Daniel - przerwał przyjaciółce pośpiesznie.
 Chłopak pociągnął dziewczynę pod okno, żeby mieć pewność, że Hania nie będzie ich słyszeć. Oczywiście, miał słuszność, bo z łóżka nie była w stanie nic usłyszeć, ale wciąż się przyglądała tej dwójce.
 - Dlaczego nie powiedziałeś jej kim jesteś? - mruknęła.
 - Posłuchaj, robię to dla jej dobra... - zerknął na blondynkę i uśmiechnął się, kiedy trafił na jej spojrzenie. - Od dłuższego czasu nad tym myślałem i nie chcę, żeby znowu przeze mnie cierpiała.
 - W jakim sensie?
 - Nina, naprawdę muszę ci to tłumaczyć? - spojrzał w jej oczy. - Zostały nam niecałe dwa miesiące, prawda? Nie wiadomo ile będzie trwać taka amnezja.. Może tydzień, miesiąc, ale były też przypadki, że i dłużej. Powinna zacząć swoje życie na nowo.
 - To kim ty chcesz być dla niej? Jej rodzice doskonale wiedzą...
 - Amnezja?! - usłyszeli krzyk matki Hani, który przerwał Ninie.
 - Doskonale wiedzą, że jesteś jej chłopakiem - skończyła. - Co im powiesz? Pomyślałeś nad tym?
 Chłopak spuścił głowę, a w jego oczach zabłysły łzy.
 - Nie wiem...Może powinienem był powiedzieć im, że wpadła pod samochód po tym jak ją rzuciłem.
 Hania była ciekawa o czym ta dwójka dyskutuje. Była prawie pewna, że są bardzo bliscy sobie. Niektóre ich gesty nawet wskazywałyby na to, że są parą. Możliwe, że przyjaźniła się z tą dwójką, nawet jeśli tak nie było, to miała wrażenie, że bardzo chciałaby. Kiedy chłopak spuścił głowę i powiedział ostatnie słowa, dziewczyna pociągnęła go do siebie i przytuliła z całej siły. Na twarzy Hani mimowolnie pojawił się uśmiech, ale szybko znikł, kiedy do sali weszli jej rodzice.
 Nie mogli uwierzyć w to, co zobaczyli. Nie dość, że dopiero co ich córka obudziła się z amnezją, to jej chłopak migdalił się przy niej z inną. Matka gotowała się ze złości, wiedziała, że coś z tą dziewczyną jest nie tak, a ojciec poprosił tą dwójkę na słówko.
 Daniel zrozumiał o co chodzi. Jak wyjdzie z tej sali, to już nie wróci. Podszedł więc do Hani i podał jej na pożegnanie rękę. Następnie ruszył za Niną.
 - Co to miało być? - warknął w ich kierunku, kiedy zamknął drzwi. - Mówisz, że jesteś z moją córką a na jej oczach obmacujesz się z inną?
 - Proszę posłuchać... - próbował się jakoś wytłumaczyć.
 - Nie, to ty mnie posłuchaj. Nie wiem, co tutaj się kroi, ale wiem tyle, że nie chcę już waszej dwójki widzieć na oczy - zaczął go wytykać palcem.
 - Nie może pan...
 - Mogę. A teraz się wynoście.
 - Nie tak szybko - do głosu doszła Nina. - Daniel nie zdradził Hanny, ponieważ oni nigdy ze sobą nie byli. Przedstawił się państwu jako jej chłopak, tylko dlatego, że bardzo polubił ją a ona nie odzwierciedlała jego uczuć. Nie wrócimy tutaj, jeśli sobie pan tak życzy, ale proszę go zrozumieć. Odkąd stracił wszystkich, których kochał, nie widziałam go tak szczęśliwego jak od chwili, kiedy ją poznał. Poznając Hanię... odżył.
 Daniel spojrzał zaskoczony na przyjaciółkę, od dawna nie słyszał w jej głosie tyle szczerości. Zaskoczony był również ojciec Hanny, który zaniemówił.
 - Nie wiedziałem...
 - Nikt o tym nie wiedział, nie lubiliśmy na ten temat rozmawiać. Proszę tylko o jedno - Nina zerknęła na przyjaciela - proszę jej nie wspominać o tym za kogo uważał się Daniel.
 - W tym momencie cię nie rozumiem - zmarszczył czoło.
 - Za jakiś czas wyjeżdżamy na spotkanie z naszymi bliskimi i nie chcemy jej mieszać w głowie, nie w tym stanie.
 - Przeprowadzacie się?
 - Coś w tym stylu. Żegnamy pana.
 Nina złapała się ramienia Daniela i wyszli razem ze szpitala. Podążali w ciszy w kierunku parku, za którym znajdował się ich samochód. Chłopak w końcu się zatrzymał i popatrzył na przyjaciółkę.
 - Dziękuję, że mi pomogłaś.
 Daniel przytulił się do niej, po czym poczuła ciepłe krople na swojej skórze. Odwzajemniła uścisk i skoncentrowała wszystkie swoje zmysły na jego cieple.
 - Nie ma za co. Jesteśmy przecież przyjaciółmi.
 - Nie, jesteśmy czymś więcej niż przyjaciółmi.
 Nina otworzyła oczy i lekko się odsunęła, żeby zobaczyć jego twarz.
 - Masz rację, jesteśmy czymś więcej niż przyjaciółmi.
 Jego oczy zaczęły ponownie hipnotyzować, czuła się jakby zanurzała się w oceanie. Miała wrażenie, że jego usta zbliżają się do jej. Z jednej strony marzyła o tym, żeby go pocałować a z drugiej, bała się, że będzie nie fair wobec niego i Hani.
 - Cześć - usłyszeli głos dobrze im znany.
 Daniel zatrzymał się w połowie drogi i lekko się zarumienił, kiedy zrozumiał, że zaraz miał pocałować przyjaciółkę. Przeniósł wzrok na Maksyma i lekko odsunął się od niej, przypominając sobie, co było między tą parą kilkadziesiąt lat temu.
 - Co tutaj robisz? - wciąż był w lekkim szoku, widząc go po tak długim czasie.
 - Stęskniłem się za Niną - posłał jej jeden ze swoich uśmieszków.
 - Rozumiem - chłopak spojrzał na dziewczynę. - Jeszcze raz dziękuję ci, że mi dzisiaj pomogłaś. Zostawię was.
 Zanim Nina zdążyła coś powiedzieć, Daniel odszedł. Spojrzała tęsknym wzrokiem za odchodzącym przyjacielem.
 - Czego znowu chcesz? - przeniosła wzrok na Maksyma.
 - Tym razem nie kłamałem - zrobił krok bliżej niej. - Stęskniłem się za tobą. Może wyskoczymy gdzieś razem? Albo powtórzymy tamten dzień...?
 - Zamknij się! Dlaczego nie zapomnisz o nim? Dlaczego nie dasz mi świętego spokoju?
 - Ponieważ kocham cię, nie rozumiesz tego? - dotknął jej policzka.
 - Kochasz mnie? Co ja takiego zrobiłam, że mnie kochasz?
 - Pokazałaś mi siebie, pokazałaś mi swoje oblicze.
 - Nie znasz mnie.
 - Wtedy, kiedy cię pocałowałem, poczułem wszystko, co skrywasz pod tym murem...
 Maksym nachylił się nad dziewczyną, chcąc ją pocałować, ale Nina szybko go odepchnęła i zrobiła parę kroków do tyłu.
 - Nie było go tutaj, prawda? - warknęła.
 - Kogo, Skarbie?
 - Dawida.
  W jego oczach Nina dojrzała gniew. Odsunął się od niej jakby był w jakimś amoku, po chwili znowu dojrzał dziewczynę i ujął jej twarz. Pomimo walki, już nie zdołała go odepchnąć. Chłopak natarł na nią i pocałował. Pocałunek był wyjątkowy, ale starała się o tym nie myśleć na chwilę obecną. Czuła, że jest coś nie tak. Miała wrażenie, że zaraz straci przytomność. Czy to możliwe, że od pocałunku można umrzeć? Chciałaby być w tej chwili obok Daniela, przy chłopaku, którego przez ten cały czas kochała, tyle lat tolerowała każdą jego dziewczynę. Chciałaby kiedyś zanurzyć się w jego ustach, ustach, na których codziennie witał uśmiech.
 Maksym odsunął się od dziewczyny i słabo się uśmiechnął. Ona nie potrafiła się ruszyć, stała w miejscu jak zaklęta.
 - Pięćdziesiąt lat minęło, a ty nadal go kochasz... - znowu dotknął jej policzka, przysunął się bliżej, żeby móc jej szepnąć do ucha. - Tyle, że ja cię też kocham, i to bardzo... Nie pozwolę cię zabrać byle komu. Nie pozwolę ci także umrzeć.
 Z przerażeniem spojrzała mu w oczy. Co ma na myśli, że nie pozwoli mi zginąć? - pomyślała.
 - Zgłodniałem, a ty? Pora wreszcie zapolować.
 Nina upadła w jego ramiona, tracąc przytomność.

No i znowu mamy niedzielę! Są takie upały, że podziwiam, że komukolwiek chce się siedzieć w domu i czytać rozdziały :P Ale dziękuję za każde miłe słowo! 
Pozdrawiam,
Kinga.

wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział osiemnasty

 Nina odprowadziła Maksyma do drzwi. Chłopak niechętnie chciał opuszczać ten dom, ale wiedział, że przyjaciele mają wiele do przedyskutowania. Uśmiechnął się nonszalancko i ruszył w kierunku swojego samochodu. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się jakim cudem on tutaj się dostał, ale wolała o nim za dużo nie myśleć, więc wróciła do salonu. Zastała tam swoich przyjaciół, którzy rozmawiali na temat, który został poczęty przez Maksyma. Czarnowłosa oparła się o framugę i zaczęła się przysłuchiwać.
 -... myślicie, że to może być on? - zapytała Luiza, która w palcach zwijała serwetkę.
 - Nie wiem - Artur ponownie czytał artykuł, jakby miał nadzieję, że znajdzie coś, co pomoże mu rozwikłać zagadkę. - Może Maksym ma rację, może to i on.
 - To tylko domysły - wtrącił się Piotr. - Nawet nie wiemy jak on wygląda.
 - Niestety, ale Piotrek ma rację - odezwała się Ania. - Nic o nim nie wiemy...
 Do domu wrócił nieświadomy niczego Daniel. Nina odwróciła się i spojrzała na przemoczonego przyjaciela. On widząc ją, uśmiechnął się na powitanie.
 - Cześć - odezwała się jako pierwsza i podeszła do niego.
 - Daniel? - usłyszeli z salonu głos Ani. - Wróciłeś?
 Chłopak zmarszczył czoło, zastanawiając się, co przyjaciółka chce od niego. Spokojnie zdjął buty i ściągnął kurtkę, odwieszając ją na miejsce. Podszedł do Niny i pocałował ją w policzek bez skrępowania, które towarzyszyło mu przez wiele lat.
 - Hej - powiedział do niej ściszonym głosem a następnie wszedł do salonu. - Wróciłem. Coś się stało?
 Usiadł obok dziewczyn i spojrzał na kawałek gazety, która od jakiegoś czasu była w centrum zainteresowania. Domyślił się, że narada, która się teraz odbywała musiała dotyczyć tego, co było w środku. Sięgnął po artykuł i w ciszy zaczął czytać.
 - Co to jest? - zapytał, kiedy wreszcie skończył. - Kim jest/była ta dziewczyna?
 Przyjaciele wszystko wyjaśnili chłopakowi. Był niemało zaskoczony, kiedy tego wszystkiego słuchał. On sam nie mógł uwierzyć, że Maksym mógł trafić na trop ich Twórcy. W pewnym sensie nawet się ucieszył, ale myśl, że mają po tylu latach walczyć z kimś kto jest od nich potężniejszym, przerażała go. Mówi się, że śmierć z ręki Twórcy, to jest najboleśniejsza śmierć we wszechświecie.
 W pewnym momencie ich rozmowę przerwał telefon. Daniel zarumienił się, uświadamiając sobie, że to jego komórka zakłóciła ich dyskusję. Wstał od stołu i poszedł do holu, gdzie spokojnie odebrał.
 - Słucham? - powiedział pewnym głosem, nie wiedząc kto jest po drugiej stronie. - Przy telefonie... Tak... Rozumiem... Tak?... Dobrze - jego twarz rozpromieniała.
 Nina przyglądała się przyjacielowi całą rozmowę, kiedy skończył i wrócił do salonu od razu zapytała.
 - To byli rodzice Hani, prawda?
 - Tak - uśmiechnął się do niej. - Powiedzieli, że mogę w końcu do niej pojechać.
 - Wydawało mi się, że byłeś już u niej - zmarszczyła czoło Luiza.
 - Nie, byłem w sklepie. Postanowiłem kupić dla niej jakiś drobiazg... No wiecie, tak na wszelki wypadek, gdyby miała zamiar się obudzić. Teraz właśnie dzwonili jej rodzice, żeby mnie poinformować, że mogę teraz do niej przyjechać.
 - Mogę jechać z tobą? - Nina stanęła obok i popatrzyła na przyjaciela.
 - Nina... - mruknęła Luiza. - Daj Danielowi spokój i pozwól mu spędzić czas z Hanią.
 Dziewczyna podeszła do chłopaka i mocno go przytuliła, chcąc dodać mu otuchy.
 - Dobra, ja już zmykam, bo Artur obiecał, że zabierze mnie do kina...
 - W taką pogodę do kina? - spojrzała na nią Ania, ale tamta tylko się uśmiechnęła. - Piotruś...?
 - Na co chcesz iść? - pokręcił głową chłopak jakby się spodziewał, że i on będzie musiał dzisiaj sfinansować ich wypad do kina.
 - Zobaczymy na miejscu! - wskoczyła na chłopaka i pocałowała go. - Kocham cię, wiesz?
 Po jakimś czasie cała czwórka wyjechała do kina, a raczej mieli nadzieję, że uda im się wyjechać. W domu została Nina, która zamknęła się w pokoju. Słuchając muzyki, porządkowała swoje szafki.Nigdy nie lubiła tego robić, ponieważ podczas jej całego życia zebrała tyle pamiątek i innych rzeczy, że ich ilość ją przytłaczała. Wiedziała, że gdyby Aleksy byłby w Polsce, to oszczędziłby ją i zabrał w jakieś ciekawe miejsce. Może i on zaproponował jakieś kino.
 W domu jeszcze pozostał Daniel, który powoli szykował się do szpitala. Nie chciał niczego zapomnieć, żeby potem niepotrzebnie wracać się do domu. Przed wyjściem wskoczył na górę i zapukał do pokoju przyjaciółki. Słysząc zaproszenie, wszedł do środka. Czuł się trochę nieswojo, ponieważ nigdy nie był w jej sypialni za dnia. Ściany były pomalowane na beżowo a na nich wisiały różnego rodzaju antyramy z czarno-białymi zdjęciami.
 - Jak tutaj masz ślicznie - powiedział.
 - Dziękuję - Nina zamknęła szafkę i spojrzała na chłopaka.
 - Czyżby to były wakacje w 1910 roku? - podszedł do antyramy, która wisiała nad jej łóżkiem. - To wtedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, prawda?
 - Pamiętam... Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłam, moje serce momentalnie się zatrzymało.
 - O tak - chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha i spojrzał na przyjaciółkę. - Nic nie umiałaś powiedzieć.
 - Słucham? - Nina uniosła swoje brwi. - Mi tylko serce stanęło, to ty połknąłeś swój język.
 - Nie, to byłaś ty.
 - Nie, bo ty.
 Daniel przewrócił oczyma i objął ją ramieniem, znowu przenosząc wzrok na zdjęcie.
 - To były czasy - szepnął jej na ucho.
 - Oj tak - stali tak przez jakiś czas w ciszy, kiedy dziewczyna się ocknęła i odeszła od przyjaciela. - Miałeś jakąś sprawę?
 - A właśnie! Chciałaś jechać ze mną do Hani...
 - Luiza ma rację, powinieneś jechać sam.
 Chłopak złapał dłoń przyjaciółki, chcąc, żeby spojrzała na niego.
 - Chcę, żebyś ze mną jechała... Im częściej tam jeżdżę sam, tym ciężej mi jest na sercu, widząc ją w takim stanie.
 Nina przyglądała mu się i zastanawiała w jaki sposób odmówić, ale nie potrafiła. Każdy argument za tym, żeby zostać w domu, był bezsensu i mógłby w jakiś sposób zakłócić ich relacji. Zgodziła się i razem pojechali do szpitala. Oczywiście, i oni nie obyli się bez problemu z przejazdem na ścieżce. Nawet Daniel wykalkulował, że za niedługo będzie musiał zacząć chodzić pieszo, bo nie będzie tutaj przejazdu. Od tamtej chwili już ze sobą nie zamienili ani jednego słowa.
 Kiedy dojechali na miejsce, ruszyli do sali nr 204. Oczywiście, Nina się ociągała, bo nie wiedziała czego może się tam spodziewać. Czuła, że nie ona tutaj powinna była przyjechać. Przecież było jasne, że ona i Hania nie przepadały za sobą, a raczej po prostu tylko tolerowały swoją obecność.
 W sali czekali już rodzice blondynki, którzy widząc Ninę, nie wiedzieli co powiedzieć. Była ona jedyną przyjaciółką Daniela, której małżeństwo nie miało okazji poznać.
 - Witam - odezwał się chłopak. - Co z Hanią?
 - Dzień dobry - uśmiechnęła się słabo jej mama, a jej ojciec tylko kiwnął głową w geście powitania. - Jej stan jest już lepszy, ale niestety, nie obudziła się jeszcze - pogłaskała dłoń córki.
 - Rozumiem - Daniel spojrzał na swoją dziewczynę, a na swoim ramieniu poczuł ciepłą dłoń, która przypomniała mu o obecności kogoś jeszcze. - Och, przepraszam... Proszę poznać moją przyjaciółkę, Ninę.
 - Miło cię poznać - tym razem odezwał się ojciec.
 - Mi również.
 Nina w końcu nabrała więcej odwagi i podeszła do łóżka po drugiej stronie. Spojrzała na dziewczynę i odgarnęła kosmyk włosów, który przylepił się do jej policzka. Teraz potrafiła zrozumieć, dlaczego Daniel jest w niej zakochany, dlaczego nie widzi świata poza nią. Jest ona niesamowicie podobna do swojej prababki, jest tak samo piękna jak ona.
 Daniel przyglądając się przyjaciółce, uśmiechnął się. Przynajmniej one się nie pobiją - pomyślał, kiedy przypomniały mu się czasy, kiedy umawiał się z Barbarą. Nina tak bardzo jej nie lubiła, że pewnego dnia te dwie pobiły się. Na szczęście nic im się nie stało, ale obie były poobijane. Oczywiście, chłopak miał żal do Niny, ponieważ nie wiedział jeszcze o uczuciach, które do niego żywiła przyjaciółka.
 - Daniel chcesz może coś do picia? - zapytał ojciec.
 - Poproszę gorącą czekoladę - spojrzał na niego.
 - A ty, Nino?
 - Poproszę to samo.
 Mężczyzna pokiwał twierdząco głową i wyszedł z sali. Kobieta siedząca przy boku swojej córki, przyglądała się dziewczynie. Miała dziwne przeczucia wobec niej i dlatego nie polubiła jej. Może nie przywykła do tego, że w okół syna jej córeczki kręcą się obce dziewczyny.
 - Jak długo się znacie? - męczyło ją to pytanie.
 - My z Niną? - spojrzał na kobietę Daniel. - Od bardzo dawna - uśmiechnął się do przyjaciółki.
 Kobieta zauważyła ten uśmiech, ale nie potrafiła zrozumieć, co on może oznaczać. Wstała z krzesła, chcąc ukryć swoje nieupodobanie wobec Niny. Powoli podeszła do okna i oparła czoło o szybę. Po jej jasnych policzkach zaczęły płynąć łzy.
 - Nie wiem, co ja zrobię jak ją stracę...
 - Nie straci jej pani... Obiecuję.
 Daniel pomasował kobietę po plecach, chcąc dać jej trochę otuchy.
 - Eemm... Daniel? - zaczęła niepewnie Nina.
 Przyjaciel się obudził, a po jego minie poznała, że pyta się co się stało. Dziewczyna pokazała mu na Hanię.
 - Ona chyba się budzi...
 Matka podbiegła do córki i złapała jej dłoń. Po jej policzkach spływały jeszcze większe ilości łez. Do sali wszedł ojciec wraz z doktorem, który miał obchód. Oboje zauważyli lekkie zamieszanie wokół dziewczyny.
 - Panie doktorze, ona chyba się wybudza - powiedziała zapłakanym głosem matka.
 Lekarz od razu podszedł do leżącej i zaczął ją badać. Kiedy dziewczyna się obudziła, spojrzała na wszystkich.
 - Gdzie ja jestem? - szepnęła swoim zachrypniętym głosem. - I kim wy jesteście?

Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Nie miałam czasu, żeby skończyć tego rozdziału. Ale już wróciłam, dziękuję za komentarze i za uwagi, przynajmniej tak mogę jakoś udoskonalić te rozdziały. Następny powinien być w niedzielę, mam nadzieję, że tym razem się wyrobię.
Pozdrawiam,
Kinga.

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział siedemnasty

 Piotr i Nina w końcu dojechali do domu. Mieli trudności z dojazdem na posesję, ponieważ rzeka, która płynie niedaleko wylała i zalała część ścieżki. Oczywiście, chłopak jest świetnym kierowcą, więc poradził sobie z tym, ale był świadom tego, że przez jakiś czas nikt do nich nie dojedzie ani oni nigdzie nie pojadą.
 Nina zostawiła przyjaciela przy samochodzie, bo wiedziała, że chce zobaczyć, czy wszystko w porządku z pojazdem. Ona zaś skierowała się prosto do łazienki, bo była cała przemoczona. Zamknęła za sobą drzwi i stanęła przed lustrem. Jej długie, ciemne włosy były przylepione i do ubrań, i do jej jasnej cery. Makijaż, który zrobiła na szybko już całkowicie się rozmazał. Złapała więc waciki kosmetyczne i zaczęła zmywać cały  bród z twarzy. Następnie podeszła do wanny i odkręciła kurek z ciepłą wodą.
 Na dole do kuchni wszedł przemoczony Piotr. Oczywiście, Ania na jego widok zmarszczyła czoło. Nie podobało jej się to, że kapie z niego na świeżo umytą podłogę, lecz nie miała serca go wyrzucać. Chłopak usiadł przy stoliku a dziewczyna zabrała się do robienia herbaty.
 - Artura nie ma? - zapytał, kiedy zdał sobie sprawę jaka cisza panuje w domu.
 - Nie - powiedziała Ania, podając mu kubek z gorącym napojem. - Zdecydował jednak iść na ten trening. Zaczynam się trochę martwić, bo pogoda nie dopisuje.
 - Tak, zalany jest odcinek drogi, więc może mieć problem z powrotem do domu. Pomóc ci w czymś?
 Ania uśmiechnęła się do niego jakby czekała aż zada to pytanie.
 - Jak się przebierzesz, to pomóż mi z tym deserem. Miał to zrobić Daniel, ale znowu wybrał się do Hani.
 Nina nie wiedziała ile siedziała w wannie, ale nie miała najmniejszej ochoty wychodzić stamtąd. Ciepła woda, zapach roznoszącej się po łazience wanilii uspokajał ją w jakiś sposób. Jej spokój w końcu przerwało pukanie do drzwi, lecz ona ani drgnęła. Uznała, że nic ani nikt nie przerwie jej tej chwili. Niestety, pukanie nie ustało, a nawet było bardziej natarczywe. Nina otworzyła oczy i spojrzała na sosnowe drzwi, za którymi stała osoba, której życie niemiłe.
 - Odejdź - mruknęła, kiedy po raz kolejny usłyszała pukanie.
 Cisza długo nie trwała, bo chwilę później ktoś zaczął majstrować przy zamku. Drzwi szeroko się uchyliły i do środka wszedł Maksym, który teatralnie zakrył swoje oczy dłonią i zaczął szukać okrycia dla dziewczyny. Nina doskonale wiedziała, że się zgrywa, ponieważ nie uwierzy w to, że on należy do osób, które szanują prywatność innych osób. Złapała więc wiszący obok szlafrok i założyła go na siebie.
 - Mogę zapytać, co ty tutaj robisz? - zatrzasnęła za nim drzwi i spojrzała na niego.
 Chłopak widząc ją w takim stroju, uśmiechnął się. Nigdy się nie mógł napatrzeć na tak piękne kobiety.
 - Stęskniłem się za tobą - chciał dotknąć jej lica, ale dziewczyna zrobiła krok do tyłu.
 - Oczywiście... - mruknęła i zabrała się za rozczesywanie swoich włosów. - A tak na poważnie? Co znowu chcesz?
 Z jego twarzy zniknął uśmiech i przybrała ona kamienną minę. Dziewczyna widząc to, odłożyła grzebień. Maksym z kieszeni swojej kurtki wyciągnął kawałek gazety codziennej i podał ją Ninie.
 - Co to jest? - spytała, niechętnie sięgając po artykuł.
 - Przeczytaj.
 Spojrzała na pognieciony kawałek papieru i zaczęła czytać. Kradzież denata z kostnicy - taki nosił tytuł ten artykuł. 13 października br. z kostnicy w stolicy kraju zostało skradzione ciało dziewiętnastoletniej dziewczyny, która została znaleziona dwa dni wcześniej na jednym ze cmentarzy. Prawdopodobnie poszła odwiedzić grób swojej babci, ale do tej pory nikt nie potrafił określić, co było przyczyną śmierci tej młodej kobiety i czym kierował się złodziej ciała. Jeżeli ktokolwiek ma informacje na ten temat prosimy o kontakt [...]. Niżej widniało zdjęcie tej dziewczyny. Miała długie, jasnobrązowe włosy i piękny uśmiech.
 - Dlaczego mi to pokazujesz? - spojrzała na niego.
 - Nie przypomina ci to czegoś?
 Do łazienki wpadł przerażony Piotr, ale na widok Maksyma uśmiechnął się kpiąco.
 - Kogo ja tutaj widzę? Nie mogłeś się z nami najpierw przywitać na dole? Zamiast nachodzić Ninę... - spojrzał na przyjaciółkę, która nadal miała na sobie tylko szlafrok. - ... podczas kąpieli?
 - No, ale przynajmniej zapukałem - uśmiechnął się serdecznie do starego znajomego.
 - Zaczynałem się martwić, Nina - wyjaśnił w końcu Piotr.
 Na jego twarzy pojawił się rumieniec, kiedy zdał sobie sprawę, że musiał tej dwójce przeszkodzić. Maksym zauważając to, uśmiechnął się i podał mu rękę.
 - Miło cię po tylu latach zobaczyć - uścisnął jego dłoń. - Wybacz, że nie przyszedłem się najpierw z wami przywitać... no, ale cóż.. Nie ma to jak zobaczyć piękną kobietę tuż po kąpieli.
 - Maksym, skończ bajerować - mruknęła Nina i zaczęła pchać go do wyjścia. - Idźcie oboje na dół i poczekajcie na mnie.
 - Jak sobie życzysz... Z Piotrkiem mamy na pewno wiele do przedyskutowania.
 W końcu znikli jej z oczu, kiedy zamknęła drzwi. Wzięła suche ubrania i szybko nałożyła je na siebie. Włosy zaczęła spinać w kok, kiedy schodziła po schodach. W holu wpadła na Artura, z którym nie rozmawiała od rana. Najwidoczniej właśnie wrócił z treningu, ale Luiza go poinformowała, żeby nie szedł na górę, tylko od razu do salonu. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale stwierdził, że nie ma jeszcze na to sił, lecz przepuścił ją w drzwiach jak przystało na dżentelmena.
 W salonie byli już wszyscy prócz Daniela. Przyjaciele wspominali wspólne wakacje w latach 60. Nina widząc to, wróciła się do kuchni, żeby zaparzyć sobie kawę.
 - W końcu! - na twarzy Maksyma pojawił się ponownie uśmiech, który irytował dziewczynę.
 - Och, zamilcz. Powiesz w końcu, o co chodzi?
 - Coś się stało? - Ania spojrzała na przyjaciółkę, a po chwili przeniosła swój wzrok na chłopaka.
 Maksym sięgnął po kawałek gazety, który wcześniej pokazał czarnowłosej. Luiza zmarszczyła czoło i sięgnęła po to. Kiedy skończyła czytać na głos, spojrzała z niezrozumieniem na chłopaka.
 - Naprawdę wam nic to nie przypomina? - zmarszczył czoło, jakby oczekiwał z ich strony na inną reakcję.
 - Stary, jakby nam to przypominało cokolwiek, to nie patrzylibyśmy w tym momencie na ciebie jak na idiotę - prychnął Artur, który jakoś nie cieszył się na widok Maksyma.
 - Czekaj... - Ania zabrała od przyjaciółki artykuł i zaczęła w ciszy go analizować. - Chyba nie myślisz, że to...
 - Bingo! - chłopak klasnął w ręce. - Tak właśnie myślę... Obawiam się, że to jest sprawka waszego Twórcy.
 Wszyscy zrobili wielkie oczy. Najwidoczniej nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. Nigdy nie trafili na trop wampira, który ich przemienił, nawet nie zamierzali go szukać. Prawdopodobnie z powodu tego, że nie wiedzieli kim jest, jak wygląda, lub po prostu się bali.
 - Dlaczego myślisz, że to jest nasz Twórca? - zapytał Piotr.
 - Och... - Maksym opadł na oparcie krzesła i przewrócił oczyma. - Wy naprawdę krótko żyjecie. Każdy Twórca ma swój własny, oryginalny styl. Jedni atakują swoje ofiary podczas randek, jedni zostawiają jakieś karteczki, inni wypalają na skórze jakiś znak/symbol - podciągnął rękaw, ukazując im wypaloną na przedramieniu gwiazdę, w której widniała literka D.
 - "D"? - zapytała Luiza.
 - Dawid - powiedział a w jego oczach pojawił się gniew. - Byłem tak blisko...
 - Masz jeszcze sześćdziesiąt lat, żeby go dorwać.
 - Od stu czterdziestu lat już próbuję... Ale wróćmy do waszego... jak wspomniałem, każdy z Twórców ma swój styl. Wasz jako jedyny ze znanych Twórców w kraju zostawia ofiarę w miejscu publicznym, gdzie ludzie ją znajdują, następnie potwierdzają zgon a później nieboszczyk znika.
 Nina jeszcze raz przyjrzała się zdjęciu dziewczyny. Może istnieje jakakolwiek szansa, żeby go znaleźć? Tylko w jaki sposób go zabić?
 - Tutaj się zatrzymałem - położył na stoliku kartkę z adresem. - Bardzo miła staruszka, z chęcią przyjęła mnie pod swój dach.
 - Staruszka? - spytała Ania.
 - Tak, nazywa się Franciszka.
 Na twarzach przyjaciół pojawił się uśmiech, słysząc właśnie to imię. Chłopak nie wiedział, o co chodzi, ale nie dopytywał się. Wstał i na pożegnanie ucałował Luizę i Anię w policzek, domyślając się, że może to się nie spodobać ich partnerom, ale i im podał dłoń. Nachylając się nad policzkiem Niny, przez chwilę miał ochotę pocałować ją w usta, lecz ta zrobiła krok do tyłu i podała mu dłoń.
 - Do zobaczenia - mruknęła.

Pierwszy raz byłam zmuszona, żeby przez tydzień napisać rozdział... koszmar! No, ale co poradzisz skoro zapasy się skończyły. Przepraszam za błędy, które mogą się pojawić, ale zazwyczaj wyłapywałam je po dłuższym czasie. Dziękuję za wszystkie komentarze i liczę, że do usłyszenia za tydzień. 
Pozdrawiam,
Kinga.

P.S. Dla zainteresowanych, w zakładce Bohaterowie II pojawiły się nowe postacie
P.S. W zakładce "Wampiry" jest wyjaśnione kim są Twórcy

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział szesnasty

 Nina spojrzała na trzymany przez siebie pamiętnik. Nie wiedziała, co w nim może znaleźć, ale wiedziała, że są w nim odpowiedzi na kilka dręczących ją pytań. Zeszła po schodach i ścieżką skierowała się na ławeczkę, która stała pod wielkim żywopłotem. Po raz kolejny pogłaskała okładkę i powoli otworzyła na pierwszej stronie. Od razu w oczy rzucił się pierwszy zapis, który został napisany przez dziecko: "pierwszego września tysiąc dziewięćset czwartego roku, pierwszy dzień szkoły spędzony w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki, Niny[...]". Dziewczyna próbowała sobie przypomnieć tamtejszy dzień. Właśnie rozpoczęli naukę w trzeciej klasie i tradycyjnie po inauguracji rozpoczęcia roku szkolnego wybrali się do kawiarni na jakieś ciastko z gorącą czekoladą.
 Przerzuciła kilka stron dalej w poszukiwaniu ciekawszych fragmentów. Zatrzymała się na stronie, gdzie ponownie w oczy rzuciło się jej imię. "trzynastego czerwca tysiąc dziewięćset dziewiątego roku, [...] odkąd Nina poznała resztę dzieci współwłaścicieli fabryki przestała zwracać na mnie uwagę, nie ma jej w czasie, kiedy jej najbardziej potrzebuję [...]". Znowu przerzuciła kartkę: "trzydziestego czerwca tysiąc dziewięćset dziewiątego roku, nie pisałem, bo nie byłem w stanie. Dwa tygodnie temu pożegnałem moją siostrzyczkę, która miała całe życie przed sobą. Dlaczego dobrzy ludzie muszą tak cierpieć? Dlaczego nie dano jej szansy przeżyć? [...] Chciałbym znaleźć wsparcie w Ninie, ale to już nie ta relacja, która nas kiedyś łączyła. Chcę o niej zapomnieć, ale zarazem nie potrafię tego zrobić. Miłość...(w tym miejscu zostały wykreślone słowa)" . Parę kartek dalej znalazła adnotacje do pierwszego dnia w londyńskiej szkole. Wiedziała, że tutaj już nie znajdzie nic o sobie, więc zaczęła przewracać kartkami, przelotnie przyglądając się stronom, w nadziei, że będzie mogła się dowiedzieć czegoś interesującego za czasów, gdy mieszkał za granicą. "Dwudziestego pierwszego marca tysiąc dziewięćset piętnastego roku, [...] w końcu poznałem jej imię - Elizabeth [...]", "dwudziestego piątego maja tysiąc dziewięćset szesnastego roku, [...] podjąłem decyzję - wracam do Polski.", "drugiego czerwca tysiąc dziewięćset szesnastego roku, [...] to była najwspanialsza i najromantyczniejsza noc w moim życiu, chciałbym się każdego dnia budzić przy jej boku.". 
 Nina przejrzała cały pamiętnik, nie mogąc uwierzyć, że tyle może się zmienić w życiu człowieka w tak krótkim czasie. Nie zdała sobie sprawy, że od jakiegoś czasu była obserwowana przez Luizę. Kiedy dziewczyna podniosła wzrok, tamta się odezwała:
 - Kochanie, dlaczego siedzisz na tym mrozie?
 - Och... Zamyśliłam się.
 Luiza zeskoczyła z tarasu i usiadła obok niej.
 - Coś się stało? - pogłaskała ją po głowie, chociaż doskonale wiedziała, że przyjaciółka nie lubiła tego.
 - Nic. Dlaczego pytasz? - spojrzała na dziewczynę.
 - Ponieważ znam cię i widzę, że coś jest nie tak. Powiedz o co chodzi.
 Nina zamknęła oczy i oparła się o ławkę.
 - Był tutaj Alek i wręczył mi to - pokazała jej pamiętnik. - Należał do Krzysztofa...
 Luiza uśmiechnęła się.
 - I to jest powód, dla którego siedzisz na tym zimnie?
 - Nie - pokręciła głową. - Przyszedł tutaj mi powiedzieć, że zaczyna nowe życie i wyjeżdża na stałe do Wielkiej Brytanii.
 Luiza nie wiedziała, co powiedzieć. Próbowała się powstrzymać przed okazaniem współczucia, ale nie dała rady. Przytuliła ją do siebie.
 - Nina, tak mi przykro.
 - Nie musi - mruknęła czarnowłosa. - Mam przecież was... Wierzę, że Alek sobie poradzi, jest silny... Wiesz co? Chyba naprawdę jest zimno. Poza tym umieram z głodu.
 Dziewczyny wstały z ławki i podążyły do domu. Nie były świadome tego, że przez jakiś czas były obserwowane przez resztę przyjaciół. Nina, żeby wymigać się od rozmowy z nimi, powiedziała, że jest zmęczona i skierowała się do swojego pokoju. Luiza patrzyła za odchodzącą dziewczyną, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.
 Po jakimś czasie zdjęła z siebie kurtkę i poszła do swojego pokoju. Siedział tam Artur, który od jakiegoś czasu siłował się z pracą na polski. Lecz szybko zauważył dziwne zachowanie swojej dziewczyny. Odłożył długopis i usiadł obok niej na łóżku.
 - Kochanie, coś się stało?
 - Chodzi o Ninę - mruknęła i położyła głowę na jego nogach.
 - Nie rozumiem - zmarszczył czoło, słysząc jej imię. - Co z nią?
 - Był tutaj dzisiaj Alek, żeby powiedzieć jej o tym, że wyjeżdża za granicę. Wiem, co pomyślisz - pewnie spłynie to po niej jak po kaczce... - podniosła się i spojrzała w jego oczy. - Ale obawiam się, że nie tym razem... Przez dwie godziny siedziała na tym mrozie w krótkim rękawku... Myślę, że Nina nie potrafi się pogodzić z myślą, że go już przy niej nie będzie.
 Artur uważnie przyglądał się twarzy Luizy. Widział w jej oczach napływające łzy, które zaczęły spływać po jej policzkach. Kciukiem otarł jeden z nich i w końcu się odezwał:
 - Czy to znaczy... - przerwał, nie wiedząc jak ująć to w słowa.
 - Tak, Artur. To znaczy, że Nina zaczyna okazywać swoje uczucia.
 Przed północą do domu wrócił Daniel. Starał się rozebrać jak najciszej, żeby kogoś przez przypadek nie obudzić. Schował swoje buty do szafki i powędrował do kuchni, żeby się napić czegoś. Zapalił światło i zobaczył siedzącego przy stole Piotra. Nie wystraszył się na jego widok, ale był zaskoczony, że ktoś jeszcze nie śpi.
 - Nie śpisz jeszcze? - szepnął do przyjaciela, sięgając po szklankę.
 - Nie, czekałem na ciebie.
 Daniel uniósł w zdziwieniu brwi, nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Odłożył sok na blat i podszedł do chłopaka.
 - Coś się stało?
 - Wiesz, że to pytanie w tym domu dzisiaj najczęściej pada? - słabo się uśmiechnął do niego. - Mam złą wiadomość.
 - Tak?
 - Obawiamy się, że wyjazd Alka może zmienić Ninę.
 - Wyjazd Alka?
 - Nie wiedziałeś? Myślałem, że chociaż tobie zdążył powiedzieć, że wyjeżdża do Wielkiej Brytanii. Niestety, Nina nie chce z nikim rozmawiać. Może ty spróbowałbyś?
 Piotr poklepał go po plecach i wyszedł z kuchni. Daniel nie wiedział, co może powiedzieć. Spojrzał w kierunku schodów, po których cicho wspinał się przyjaciel.
 Jak ja mam z nią porozmawiać? - te słowa nie dawały mu spokoju. Leżał na plecach, patrząc w sufit. Miał nadzieję, że ujrzy na nim jakąś odpowiedź, ale chyba to tak nie działa. Podniósł się na łokciach i spojrzał na okno. W końcu wstał i tam podszedł. Czuł się tak jak wtedy, kiedy po raz pierwszy zobaczył Ninę.
 Delikatnie pogłaskał parapet i słabo się uśmiechnął, przypominając sobie, że właśnie w tym miejscu zawsze staje dziewczyna, kiedy chce coś mu powiedzieć.
 Usłyszał ciche pukanie, odwrócił się i zobaczył czyjąś sylwetkę w drzwiach. Osoba weszła do środka, ale wciąż nie odzywała się. Daniel zaczął się niepokoić, ale niepotrzebnie.
 - Ty też nie śpisz? - usłyszał delikatny głos.
 - Nina?
 - Tak - usiadła na łóżko. - Muszę z kimś porozmawiać, ale tym kimś nie może być ani Luiza ani Ania, tym bardziej Piotr, bo wiadomo, że nie będą potrafili trzymać języka za zębami... A z Arturem wiesz jak sprawa wygląda. Teraz odkąd dowiedziałam się, że Alek wyjeżdża... Tylko mu się zwierzałam ze wszystkiego.
 - Do czego zmierzasz?
 - Czy mogę tutaj przychodzić za każdym razem, kiedy będę potrzebować rozmowy?
 Daniel uśmiechnął się, chociaż domyślał się, że i tak tego nie ujrzy.
 - Kochanie, przecież ty zawsze możesz tu przychodzić... Czasem ja też tego potrzebuję.
 Siedzieli przez kilka minut w ciszy. Słyszeli tylko swoje oddechy, w końcu po jakimś czasie Nina wykonała jakiś ruch. Położyła się na łóżku i przytuliła się do poduszki, kładąc swoje nogi na jego.
 - Zaczynam mieć wszystkiego dosyć - mruknęła. - Odkąd tutaj przyjechaliśmy całe moje życie się zmieniło. Tyle lat dogadywałam ludziom, dokuczałam wam, niczym się nie przejmowałam... A teraz? Mam siostrzenicę, która o nas wie, ale ukrywa to, Kruk, który wciąż nie daje mi spokoju, znajomy, który przyjechał do miasta i Alek... który wyjeżdża.
 - Wypadek Hanny...
 - Och... - Nina podniosła głowę i spojrzała na przyjaciela. - Byłam tak zajęta sobą, że nie zapytałam co z nią.
 Daniel słabo się uśmiechnął do dziewczyny i opowiedział o stanie Hanny. Czuł się lżej, ponieważ w końcu mógł się zwierzyć komuś. Nie spodziewał się, że to będzie Nina. Przypomniały mu się czasy, kiedy każdego dnia rozmawiali na przeróżne tematy.
 - To ja już pójdę do siebie - Nina podniosła się z łóżka i poklepała przyjaciela po udzie. - Jutro niestety, trzeba iść do szkoły. Dobranoc.
 - Nina... - powiedział zanim zdążyła wyjść.
 - Tak?
 - Dziękuję ci za tą rozmowę.
 - Nie, to ja ci dziękuję. Dobranoc.
 - Dobranoc.
Następnego dnia od samego rana padało. Na nieszczęście całego miasteczka, taka pogoda wypadła na weekend. Wszyscy całe dnie będą musieli siedzieć w domu, chyba, że zaryzykują i wyjdą na spacer.
 - Wspaniale! - oburzony Artur wyglądał przez okno. - Jeżeli trener myśli, że w taką pogodę będę trenować...
 - Daj spokój - przerwał mu Piotrek, który podał mu kubek herbaty. - Co ci szkodzi? Przecież się nie przeziębisz.
 - Ani nie roztopisz! - krzyknęła z kuchni Ania.
 - Dzięki za pocieszenie. Co z Niną? - powiedział ciszej.
 - Pytasz się co z Niną? - chłopak zrobił wielkie oczy. Artur spojrzał na niego wilkiem i uderzył z całej siły w ramię, żeby się opamiętał. - Wybacz, nie powinienem żartować właśnie w tym momencie. To jasne, że się o nią martwisz... Przecież to także twoja przyjaciółka.Niestety, ale nie jestem w stanie ci powiedzieć co z nią...
 - Ze mną wszystko w porządku.
 Do salonu weszła wyprostowana Nina, która miała na sobie rozciągniętą, starą koszulkę oraz podarte jeans'y. Włosy, które zawsze były zadbane, dzisiaj były spięte w kok i przetłuszczone. Chłopaki obserwowali dziewczynę i zastanawiali się, co powiedzieć. Nigdy wcześniej nie widzieli jej w takim stanie.
 Ona usiadła na sofie i załączyła wiadomości. Może to był jej sposób, żeby okazać to, co czuje. Przecież przeprowadzka przyjaciela, to nie takie nic.
 W progu stanęła Anna, która w odróżnieniu do przyjaciółki, była schludnie ubrana. Dziewczyna widząc Ninę, próbowała nie wybuchnąć, ale w końcu się nie powstrzymała.
 - Nina, do jasnej cholery! - wrzasnęła, ale po chwili się opanowała. - Jak ty jesteś ubrana? Tak chcesz pożegnać się z Alkiem?
 - Pożegnać? - spojrzała na nią swoimi ciemnymi oczami. - Ja nikogo nie zamierzam żegnać.
 - Jak to?
 - Posłuchaj, nie mam zamiaru jechać pod jego dom i odgrywać scenki pożegnania.... Chociaż i tak nic z tego nie wyszłoby. Może Aleksy się popłacze i będzie coś bredzić, a ja tylko będę się na niego patrzeć. Lepiej będzie jak zostanę w domu.
 Do tej pory Artur ze spokojem przyglądał się rozmowie jego przyjaciółek, ale z sekundy na sekundę zaczynało w nim wrzeć. W końcu przestało mu być jej żal.
 - On jest twoim przyjacielem, do jasnej cholery! - wrzasnął. Nie potrafił jej słuchać, znowu zastanawiał się, czy jest szansa na to, żeby ją z czystym sercem nazywać "przyjaciółką". - Myślisz, że on nie jest przygotowany na taki scenariusz? Myślisz, że on tego nie wie? Gdybym był na jego miejscu, chciałbym, żebyś przyjechała... Nawet po to, żeby zobaczyć jak się rozklejam. Poza tym, chyba stać cię, żeby powiedzieć parę słów na pożegnanie, i nie tłumacz się tym, że nie potrafisz okazać uczuć. Ale czego można się spodziewać po takiej przyjaciółce jak ty - Nina zobaczyła w jego oczach obrzydzenie oraz napływające łzy. - Wiesz co? Miałem nadzieję, że jak w końcu tutaj wrócimy, to coś się zmieni, ty się zmienisz... Czekałem tylko na to.
 Z hukiem położył kubek na stole i wyszedł z salonu. Ania i Piotrek spojrzeli po sobie, ponieważ nigdy wcześniej nie widzieli przyjaciela tak wściekłego jak dzisiaj. Tylko Nina na pierwszy rzut oka nie przejęła się, tym co się wydarzyło. Prawdą było to, że przyjaciel ruszył coś w niej. Dał jej do myślenia.
 Spojrzała na parę, która zbliżyła się do siebie i złapali się za ręce. Ten widok był tak piękny, że czarnowłosa wybiegła z pokoju i ruszyła w kierunku schodów.
 - Gdzie idziesz? - krzyknęła za nią Ania.
 - Idę się przebrać - mruknęła. - Chyba nie myślicie, że tak się pokażę Alkowi. Trochę szacunku.
 W ciągu godziny była gotowa. Poprosiła Piotrka, żeby ją podwiózł. Myślała najpierw, żeby zapytać się o to Artura, ale uznała, że lepiej, żeby jeszcze ochłonął.
 Po drodze mijała szkołę, w której spotkała po raz pierwszy chłopaka oraz ulicę, gdzie uratował ją przed wyjawieniem tajemnicy. Nie spodziewała się, że mogłaby z kimś kto nie zna jej od wieku spędzić tyle wspaniałych chwil.
 W końcu podjechali pod jego dom. Był on bardzo skromny, ale piękny - parterowy o kolorze kanarkowym. Na dworze dojrzeli już walizki, które czekały na to, żeby spakować je do bagażnika.
 Z domu wyszła szatynka, która na widok Niny uśmiechnęła się i podeszła.
 - Cześć - podała jej dłoń. - Pewnie ty jesteś tą dziewczyną, o której Alek wiecznie mi mówi. Jestem Magda.
 - Nina.... Przepraszam za to pytanie, ale nie potrafię się powstrzymać - ile pani ma lat? Ponieważ wyobrażałam sobie panią trochę starszą.
 Kobieta uśmiechnęła się.
 - Mam trzydzieści trzy lata... Już młoda nie jestem. Mama Alka była ode mnie starsza o sześć lat - mówiąc to, zaczęła pakować walizki do samochodu.
 Z domu wypadł Alek, który nie był świadomy, że na podjeździe czeka na niego Nina. Miał na sobie dokładnie taki sam strój jak wówczas, kiedy ją uratował.
 - Cześć - podeszła do niego nieśmiało.
  - Ooo! - zrobił wielkie oczy, widząc przyjaciółkę, ale od razu się uśmiechnął. - Myślałem, że już nie przyjedziesz.
 - Ja też - spojrzała na swoje buty. - Z małą pomocą zdałam sobie sprawę, że byłby to największy błąd jaki kiedykolwiek wykonałabym. Jesteśmy przecież przyjaciółmi. Kiedy przyjechałam tutaj, nie zdawałam sobie sprawy, że spotkam tutaj kogoś takiego jak ty. Cieszę się, że nie wystraszyłeś się tego kim jestem - ostatnie zdanie wyszeptała.
 Chłopak wziął ją za ręce.
 - Szkoda, że nie mogłeś poznać tej prawdziwej "ja"...
 - Poznałem - uśmiechnął się. - To, że nie uśmiechasz się, czy też nie płaczesz, to nie znaczy, że nie jesteś sobą. Twoje słowa dały mi szansę poznania ciebie i muszę to powiedzieć, ale jesteś...wyjątkową dziewczyną, wyjątkową przyjaciółką.
 Po jego jasnych policzkach spłynęły łzy. Dziewczyna także chciałaby pokazać mu, że będzie tęsknić i nie chce się rozstawać z nim. Zrobiła krok i przytuliła się do niego.
 - Proszę cię, nie zapomnij o mnie... - szepnęła.
 - Nigdy - pocałował ją w szyję.
 Stali w objęciach przez długi czas. Niestety, Magda musiała przerwać im tą sielankę, ponieważ zależało jej na czasie.
 - Alek - odezwała się z smutkiem w głosie, nie lubiła przerywać ludziom w takiej chwili. - Pora na nas...
 Chłopak odsunął się od dziewczyny i słabo się uśmiechnął.
 - Muszę iść.
 - Poczekaj - złapała jego dłoń. - Chciałabym ci to oddać - z torebki wyciągnęła pamiętnik, który dostała wcześniej od niego. - Dziękuję.
 Alek wziął to od niej a w jego oczach znowu pojawiły się łzy.
 - Nina mogłabyś zająć się grobem mojej mamy?
 - Oczywiście, że tak. Alek?
 - Hmm?
 - Czy przyjedziesz na mój... - nie spodziewała się, ale nie potrafiła zadać tego pytania.
 - Pogrzeb? - szepnął, a ona potwierdziła to. - Nie.
 Dziewczyna w szoku zrobiła krok do tyłu. Nie taką odpowiedź chciała usłyszeć.
 - Nie przyjadę, ponieważ ufam, że znajdziecie "twórcę" i pokażecie mu kto tutaj rządzi.
 Nina rzuciła się na szyję chłopaka i mocno go przytuliła. Chłopak delikatnie ją odsunął od siebie i pocałował w czoło. Wsiadł niechętnie do samochodu, z którego na pożegnanie pomachała jej Magda. Najwidoczniej żałowała, że muszą wyjeżdżać. Może wierzyła w to, że ta dwójka jest sobie przeznaczona.
 Nina stała pod ich domem przez długi czas, nawet w chwili kiedy spadł deszcz nie drgnęła. Z samochodu wyszedł Piotr, który obserwował to wszystko. Podszedł do niej z parasolem i mocno ją przytulił.
 - Jedźmy już do domu - poprosiła przyjaciela.

A wyrobiłam się! W końcu zaczęły się wakacje, więc mam więcej czasu na czytanie! Od jutra zaczynam!
Kinga

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział piętnasty

 W szkole od dłuższego czasu panował smętny nastrój, każdy na nowo przeżywał wydarzenia sprzed kilku dni. Wszyscy znali Hanię i nie mogli uwierzyć, że do tej pory nie wybudziła się ze śpiączki. Nawet dla nauczycieli jest to bardzo trudny okres, ponieważ również w środowisku pedagogicznym dziewczyna była lubiana. Starano się na lekcjach wychowawczych rozmawiać na tematy związane z bezpieczeństwem, również niektórzy poświęcali na to swoje lekcje przedmiotowe.
 Oczywiście, jedyną niewzruszoną osobą był profesor Kruk, który od czterdziestu minut spacerował po klasie ze wskaźnikiem, usiłując klasę Hanny zapoznać z fragmentem historii. Jak przez większość swojej pracy nie zwracał on uwagi na to, kto go słucha a kto nie. Uczniowie w krótkim czasie zrozumieli, że przy Kruku nie ma żartów.
 Mężczyzna w końcu zamilkł i zerknął na klasę, marszcząc czoło, kiedy zobaczył brak zainteresowania. Odchrząknął, zwracając na siebie uwagę uczniów.
 - Czy ktokolwiek w tej klasie mnie słucha? - mruknął, ukazując swoje niezadowolenie.
 Wszyscy spojrzeli się po sobie w nadziei, że znajdzie się osoba, która odważy się na to, żeby wytłumaczyć ich dzisiejsze zachowanie. Do głosu po jakimś czasie doszła niska szatynka, siedząca w ławce do tej pory z Hanią.
 - Prosimy, niech pan zrozumie - zaczęła nieśmiało. - Nadal nam ciężko po wydarzeniach sprzed kilku dni.
 Kruk zacisnął szczęki i odwrócił się plecami do klasy. Wziął parę głębokich wdechów i spojrzał gniewnym wzrokiem na uczniów. Następnie złapał białą kredę i mocno naciskając ją, napisał omawiany na dzisiejszej lekcji temat.
 - Zróbcie coś dla mnie, i zapiszcie sobie chociaż to - mruknął, sięgając do torby po książkę. - Omówiłem to dzisiaj, więc za tydzień kartkówka... i nie przychodźcie do mnie z prośbą o jej przesunięcie. Mało mnie obchodzi, co się dzieje z waszą koleżanką.
 Skończywszy swój monolog, usiadł na fotelu, zarzucając swoje nogi na biurko. Schował swoją twarz za książką, za którą miał zamiar zabrać się czytać. Nie ruszały go wszystkie szepty, które rozchodziły się po klasie. Od lat nie interesowało go to, co inni mieli do powiedzenia na jego temat lub na temat jego zdania.
 W końcu podniósł wzrok, kiedy poczuł na sobie natarczywe spojrzenie. Należał on do ślicznej dziewczyny o czerwonych włosach. Widząc, że zwróciła już jego uwagę, odezwała się.
 - Dlaczego tak pan mówi? - zapytała głosem pełnym troski.
 - Nie rozumiem - mężczyzna poprawił się w fotelu i odłożył książkę na bok.
 - Jest pan nauczycielem i musi mieć pan na uwadze dobro uczniów.
 Kruk słabo się uśmiechnął i obszedł biurko, i przeczesał całą klasę wzrokiem, ostatecznie zatrzymując się na Ani.
 - Mylisz się... Jestem tylko i wyłącznie po to, żeby was czegokolwiek nauczyć. Nie mam żadnego obowiązku, żeby zawracać sobie głowę dziewczyną, której w ogóle nie znam... i nie uczestniczy w tym momencie na tych zajęciach... Skoro więc rozmawiamy o tym - ponowie rozejrzał się po klasie. - Czy któreś z was zainteresował się tym, co się dzieje z waszym poprzednim nauczycielem? - w sali zapanowała cisza, która przyznała Krukowi rację. - Tak też myślałem... Więc nie mówcie mi, co mam a czego nie mam robić.
 Zadzwonił dzwonek na przerwę, ale nikt nie miał odwagi wstać i spakować się. Wszyscy obserwowali profesora, który szybko obrócił się na pięcie, łapiąc swój płaszcz i teczkę. Wychodząc z klasy, był świadomy, że zostawił wiele osób z wyrzutami sumienia.
 Szpitalny korytarz - miejsce, w którym ludzie dowiadują się, co z ich bliskimi. Niektórzy po rozmowie z lekarzami ze łzami w oczach, wychodzą ze szpitala, a niektórzy cieszą się z kolejnej szansy. Problem w tym, że nigdy się nie wie, czego można się spodziewać.
 Sala numer 203. Na łóżku leżała nieprzytomna dziewczyna, której głowa została zabandażowana, a na lewej ręce miała gips. Obok niej na krześle siedziała jej matka. Twarz kobiety była zapuchnięta od płaczu, a włosy tłuste. Prawdopodobnie przyjechała do córki od razu po powrocie do Polski.
 Do sali wszedł ojciec dziewczyny. Wysoki, zadbany mężczyzna, który był już lekko zsiwiały.
 - Kochanie powinnaś jechać do domu i w końcu się wyspać - powiedział, całując ją lekko w policzek.
 - Nie chcę - odpowiedziała zachrypniętym głosem.
 Mąż spojrzał na kobietę i położył dłoń na jej ramieniu. Nie wiedzieli, że za drzwiami stał chłopak, który od lat trzymał się od nich z daleka. Wciąż nie wiedział, czy wejść do środka, czy raczej obrócić się na pięcie. Był pewien, że mogą go winić za wszystko, co przez lata się działo z ich córką.
 - Dzień dobry - nieśmiele się odezwał i wszedł na salę. - Co z Hanią?
 - Alek? - mężczyzna zdziwił się, widząc młodego chłopaka. Pamiętał go jeszcze jako ośmiolatka, który całymi dniami przebywał z ich córką. - Jeszcze się nie wybudziła.
 - Wyrosłeś - kobieta uśmiechnęła się do niego. - Nie widziałam cię od...
 -... odejścia ojca - dokończył za nią, słabo się uśmiechając. Od tylu lat bał się tego spotkania, wciąż myślał, że obwiniają go o to, iż skrzywdził Hanię, ale było inaczej. - Czy mógłbym chwilę posiedzieć przy niej?
 - Oczywiście, że tak - powiedział mężczyzna.
 Aleksy usiadł obok, od dawna nie był tak blisko niej. Jej piękno, nawet w takim stanie, pociągało go bardziej niż dawniej. Jej nos, usta, oczy, które niestety, były zamknięte. Nie przeszkadzało mu to, że na jej twarzy były zadrapania, czy też pojawiły się siniaki. Miał taką ogromną ochotę się do niej przytulić, ale wiedział, że może ją uszkodzić.
 Godzinę później ojcu Hani udało się namówić żonę, żeby pojechała do domu wyspać się. Nie miał ochoty i żony odwiedzać w szpitalu z powodu przemęczenia i odwodnienia. Powiedział chłopakowi, że wróci do dwóch godzin.
 - No i zostaliśmy sami - szepnął.
  Tak bardzo chciał, żeby na jej twarzy pojawił się ten sam uśmiech, co widzi za każdym razem, kiedy jest z Danielem.
 - Dlaczego nie rozejrzałaś się przed wejściem na ulicę? - oparł swoje czoło na łóżku. - Tęskniłem za tobą, wiesz? Przepraszam... Nie powinienem był ciebie odtrącać, kiedy chciałaś mi pomóc... kiedy chciałaś być przy mnie. Byłem wtedy taki głupi. Chciałem się podlizać ojcu.. On nigdy nie miał dla mnie czasu... ale wtedy myślałem, że mnie zauważy... Przepraszam, że nie było mnie przez te lata. - Wstał i podszedł do okna. - Teraz to wszystko widzę... Dlaczego ci to mówię? Przecież ty i tak mnie nie słyszysz.
 - Słyszy cię.
 W sali pojawił się Daniel, który przez jakiś czas przysłuchiwał się słowom chłopaka. Nie spodziewał się, jak bardzo jest przywiązany do tej dziewczyny. Przez dłuższy czas podejrzewał, że jest on zakochany w Ninie, ale ona miała racja - oni są tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
 - Och... to ty - chłopak lekko się speszył. - Pewnie chcesz pobyć z nią sam, ja już pójdę.
 - Nie, zostań - złapał go za ramię. - Mnie tutaj nie powinno być. To moja wina, że ona tutaj leży - spojrzał tęsknym wzrokiem na dziewczynę. - Związałem się z dziewczyną, która jest młodsza ode mnie o sto lat, a jej prababka była moją pierwszą miłością... Mam wrażenie, że nie zasługuję na nią.
 - Nie mów tak - Aleks pokręcił głową. - Ona cię kocha, jest przy tobie szczęśliwa... - nie wiedział, że te słowa mogą tak ciężko przejść mu przez gardło, ale taka była prawda. - Jesteś szczęściarzem, że masz ją przy sobie. Ja straciłem ją kilka lat temu i dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Nie obwiniaj się o to, że leży tutaj... Tak musiało być. - Stanął w bezruchu, jakby zastanawiał się właśnie nad wypowiedzianymi przez siebie słowami.
 Odwrócił się na chwilę, ostatni raz zerkając na Hanię. Następnie spojrzał na Daniela i podał mu rękę, lekko uśmiechając się.
 - Opiekuj się nią - powiedział i wyszedł z sali.
 Godzinę później stał już pod domem Niny. Tym razem nie chciał wejść, co zdziwiło przyjaciółkę. Szybko założyła swoją kurtkę i podbiegła do bramy.
 - Hej - uchyliła furtkę. - Coś się stało? Dlaczego nie chcesz wejść? Mam nowy film...
 - Byłem u Hani w szpitalu - szepnął.
 Dziewczyna lekko uchyliła usta. Poinformowała go, zgadza się, ale do końca nie była przekonana, czy tam pojedzie.
 - Wspaniale. Jak się czuje?
 Chłopak ruszył ramionami.
 - Jest w śpiączce... Nie wiadomo, kiedy w końcu się obudzi...
 Nina podeszła do niego bliżej.
 - Aleksy, co się dzieje? - przyjaciółka od razu zauważyła jego dziwne zachowanie.
 - Mówiłaś, że mam zacząć nowe życie... I zacznę, ale bez Hanny. Kocham ją ponad swoje życie, ale ona jest szczęśliwa z Danielem.
 - Szczęśliwa może jest, ale czy go kocha? Tego nie możesz stwierdzić.
 - Masz rację, nie mogę... Lecz nie chcę komplikować jej życia, już raz to zrobiłem - do jego oczu napłynęły łzy. - Nina, wyjeżdżam.
 - Co?! - jej głos nie przypominał jej codziennego tonu.
 - Beata znalazła pracę w Szkocji i za trzy dni wyjeżdżamy.
 - Za trzy dni? Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałeś? - delikatnie pchnęła go w pierś, chcąc pokazać, że nie jest zadowolona.
 - Ponieważ ode mnie zależało, czy wyjeżdżamy czy nie...
 - To w takim razie, dlaczego podjąłeś taką decyzję?
 Chłopak słabo się uśmiechnął i złapał jej dłoń.
 - Czas zacząć nowe życie, a mogę to zrobić tylko i wyłącznie z daleka od Hanny. Teraz, kiedy zrozumiałem to jak bardzo ją kocham, jak bardzo chcę być blisko niej... Ludzie! -chłopak uniósł ręce do góry. - Krzysztof też był zakochany w tobie po uszy, ale wyjechał i znalazł swoją wielką miłość z daleka od ciebie... może i ja znajdę.
 Sięgnął ręką do torby przewieszonej przez ramię i wyciągnął z niej stary pamiętnik.
 - Obiecałem ci, że go kiedyś przyniosę... proszę.
 - Dziękuję, ale jak ci go oddam? - dziewczyna przyglądała się staremu, zniszczonemu notatnikowi. - Przecież do sylwestra jest mało czasu...
 - Nadejdzie taki dzień, że wrócę tutaj... - uśmiechnął się przez łzy. - Wierzę w to, że i ty tutaj będziesz.
 Nachylił się i pocałował Ninę w policzek.
 - Cieszę się, że pojawiłaś się w moim życiu... Żegnaj.
 - Aleksy...
 Chłopak odszedł. Dziewczyna tylko mogła patrzeć na oddalającego się przyjaciela. Wiedziała, że już go nic nie powstrzyma, że nic nie zmieni jego decyzji. To właśnie on, blond włosy chłopak o niebieskich oczach, zaczynający swoje nowe życie z daleka od przeszłości.

Wróciłam! Było świetnie, chociaż na najbliższe miesiące mam dosyć podróży! 4600 km w 10 dni... Dobrze, idę spać a później nadrobię zaległości! 
Pozdrawiam,
Kinga.

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział czternasty

 Na środku salonu stał wysoki chłopak o ciemnych włosach i szarych oczach. Miał na sobie starą, przetartą skórzaną kurtkę koloru czarnego. Nieznajomy miał nie więcej niż dwadzieścia cztery lata.
 W dłoni trzymał niedawno kupioną przez Anię wazę, niedługo później spuścił ją na ziemię i spowodował, że po raz kolejny huk tłuczonego szkła rozszedł się po całym domu.
 - Do jasnej cholery - musiało to zabrzmieć śmiesznie w ustach osoby, która nie potrafi okazać gniewu - kim ty jesteś, co robisz w moim domu i dlaczego tłuczesz wszystkie szklane rzeczy?
 - Ponieważ nie podobają mi się - uśmiechnął się kpiąco do Niny. - A wracając do pierwszego pytania, to nie pamiętasz mnie?
 Dziewczyna przyglądała się chłopakowi, próbując go dopasować do jakiejś części z jej przeszłości, ale nie potrafiła się skupić. W jego urodzie było coś, co przyciągało uwagę i nie pozwalało myśleć. Obserwowała go jakiś czas, po czym się w końcu odezwała.
 - Powinnam? - podeszła do szafeczki, skąd wyciągnęła mały kartonik, do którego miała zamiar zaraz włożyć większe fragmenty potłuczonego szkła. - Moja pamięć nigdy nie była zachwycająca...
 Kiedy odwróciła się, zobaczyła, że nieznajomy usiadł sobie na sofę i założył nogę na nogę - tak jakby był u siebie. Ponownie uśmiechnął się do Niny i sięgnął po gazetę codzienną, która leżała na stoliku kawowym. Chłopak zaczął czytać artykuł z pierwszej strony, zapominając o tym, że nie jest u siebie. Zamierzał w ten sposób zirytować dziewczynę, uwielbiał kiedy kobiety się denerwują.
 - Powiesz mi chociaż jak się nazywasz?
 Ukucnęła i zaczęła zbierać potłuczone szkło, kiedy jedno z nich przecięło skórę na jej palcu. Syknęła i nim się obejrzała, obok niej już stał chłopak, który trzymał jej rękę. Dziewczyna była zaskoczona jego szybko reakcją. Odskoczyła od niego, domyślając się, że ma do czynienia z innym wampirem.
 - Kim jesteś? - jej marzeniem było, żeby jej głos brzmiał jak warknięcie, ale po raz kolejny się rozczarowała.
 - Naprawdę mnie nie pamiętasz?- zaczął podchodzić bliżej i kiedy zauważył, że się oddala od niego, uśmiechnął się lekko. - Poznaliśmy się nad morzem... pięćdziesiąt lat temu.
 Nina zaczęła szybko analizować jego słowa, jego głos, urodę, sposób mówienia i zachowanie. Wtedy w jej głowie zagościł obraz sprzed półwieku, kiedy razem z przyjaciółmi wybrała się na wakacje nad polskie morze.
 - Maksym - mruknęła, mrużąc brwi. - Największy idiota wśród wampirów, który chodzi po tym nieszczęsnym świecie.
 Chłopak wybuchnął śmiechem, słysząc w jaki sposób Nina go zapamiętała. Nawet jego ataki śmiechu powodowały u dziewczyny gęsią skórę. Były one za razem urocze, ale można było usłyszeć nutę irytacji, którą Maksym próbował ukryć.
 - Nie nawiązujesz chyba do tego, że cię pocałowałem, prawda? - prawą dłonią podrapał się po głowie. - Dla mnie to były najlepsze wakacje jakie kiedykolwiek miałem okazję przeżyć.
 Dziewczyna przewróciła oczami i minęła go, już się nie obawiając tego, że jako inny wampir będzie chciał ją zaatakować. Ostatnimi czasy słyszy się, że grupy atakują inne grupy, chcąc się pozbyć najsłabszych ogniw, czyli wampirów niepijących krew.
 - Tsaa... - mruknęła. - Powiedz mi tylko, co ty tutaj robisz? I jak mnie znalazłeś?
- Powiem ci, że wyglądasz lepiej niż cię zapamiętałem - chłopak obserwował dziewczynę, przyglądając się jej oczom, ustom, biodrom, nogom. Miał ochotę przyprzeć ją do ściany i pocałować w taki sam sposób jak pięćdziesiąt lat temu. - Co ja tutaj robię? - kiedy Nina zaprzestała, dalszemu sprzątaniu, przypomniał sobie o zadanym pytaniu. - Stęskniłem się za tobą.
 - Pożartowałeś już sobie?
 - Ooo... - z twarzy Maksyma znikł uśmiech, przypominając sobie fakt, który dotyczył dziewczyny. - Zapomniałem, że z tobą nie da się żartować. No cóż, w takim razie przejdę do sedna.. Kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że w tym miasteczku pojawił się wampir, który mnie przemienił. Niestety, zdążył uciec przed zakończeniem wakacji. Przez długi czas zastanawiało mnie, co było tego przyczyną. Przyjechałem więc tutaj i postanowiłem wybrać się na spacer, żeby rozejrzeć się po okolicy. Wtedy zobaczyłem gromadę ludzi, którzy zebrali się w jednym miejscu. Z ciekawości podszedłem tam i zobaczyłem leżącą na ulicy dziewczyną w plamie krwi i chłopaka. Od razu rozpoznałem w nim Daniela, przemieniającego się Daniela. Chciałem zareagować, ale w samą porę zjawiłaś się tam ty.
 Nina była zaskoczona jego zeznaniem. Zaczęła mrużyć oczy, cecha, którą się musiała nauczyć, żeby osoba z nią rozmawiająca mogła się domyślić o czym myśli.
 - Byłeś tam?.. Ale chwila, chwila... Wampir? Tutaj?
 - No tak - na twarz chłopaka ponownie wrócił uśmiech, widząc, że dziewczyna zaczyna z nim rozmawiać. - Dokładnie ten sam, który mnie przemienił... Myślałem, że w końcu go dorwę i zabiję.
 Dziewczyna oprzytomniała i ponownie spojrzała na Maksyma. Popukała się w głowę, dając mu do zrozumienia, że ogłupiał do reszty. Wszyscy wiedzą o tym, że samodzielne zabicie Twórcy jest równe z zerem. Mało komu zdarza się go zabić, oni różnią się od swoich "ofiar"  tym, że są szybsi, sprawniejsi i znają ten świat dłużej.
 - Chcesz może czegoś się napić? - ruszyła w kierunku kuchni, gdzie zobaczyła ścieżkę z tłuczonego szkła. - Och, zapomniałam, że wytłukłeś wszystkie szklanki.
 Maksym stanął w progu, puścił jej oczko i wyszedł z domu. Dziewczyna miała ochotę go udusić, ale z drugiej strony była świadoma, że to jeden z nielicznych mężczyzn, który byłby w stanie ją uwieść. Nienawidziła tego stanu "upojenia" przez Maksyma - przeżyła to już raz i nie chciała tego powtarzać.
 Godzinę później do domu wróciła cała reszta. Przyjaciele spotkali Daniela, kiedy szedł do domu, więc zabrali go ze sobą. W końcu mógł się dowiedzieć w jakim stanie znajduje się jego dziewczyna i kiedy mógłby ją odwiedzić. Kiedy otworzyli drzwi i weszli do środka, przeraził ich widok, który tam zastali. Wszędzie były rozsypane drobiny szkła, tak jakby przez dom przeszło jakieś tornado. Wszyscy bez wyjątku znowu poczuli strach, który panuje w nich od stu lat.
 - Nina! - wszyscy zaczęli wołać przyjaciółkę. - Nina!
 W domu panowała zupełna cisza, żadnego cichego szmeru, który potwierdzałby, że ktoś jest w domu. Przyjaciele spojrzeli się po sobie i rozbiegli się po mieszkaniu w poszukiwaniu Niny. Daniel zaczynał mieć poczucie winy, że pozwolił jej wrócić samej. Gdyby coś jej stałoby się, wiedział, że sobie nie wybaczy. Wystarczy, że już ma na sumieniu Hannę.
 W końcu usłyszeli trzaśnięcie drzwi, typowe dla Niny. Szybko zbiegli się w holu, gdzie stała dziewczyna z paroma kartonami w dłoniach. Zmrużyła oczy, patrząc na swoich przyjaciół, którzy stali jak wryci.
 - Heej.. - przerwała niezręczną ciszę i położyła na podłogę pudła ze szklanymi naczyniami. - Dlaczego patrzycie na mnie tak jakbyście jakiegoś ducha zobaczyli? Może pomożecie mi to rozpakować?
 - Coś ty zrobiła z tym domem? - warknął Artur, który najszybciej oprzytomniał.
 - Och, no wiesz... Pomyślałam, że można byłoby coś tutaj zmienić.
 Dziewczyna wzięła jeden z kartonów i poszła do kuchni. Chłopak obejrzał się za nią i zacisnął swoje dłonie w pięści, próbując się uspokoić. Spojrzał na resztę przyjaciół, która zabrała się za porządkowanie domu i za rozpakowywanie kartonów. Wziął parę głębszych oddechów i pobiegł na górę. Wszyscy doskonale wiedzieli, że między nim a Niną nie jest dobrze. Przeważnie ze sobą nie rozmawiają a gdy już muszą, to zazwyczaj kończy się na kłótniach.
 Ania weszła do kuchni, gdzie przyjaciółka wkładała nowo zakupione szklanki do szafki. Rudowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do niej i pomogła jej z tym, chcąc przy okazji z nią szczerze porozmawiać.
 - Nina? - zaczęła spokojnie, żeby nie urazić przyjaciółki. - Co się tutaj stało? Ale tak naprawdę..
 - Nic - mruknęła i zabrała się za przygotowywanie kolacji.
 - Właśnie widzę.. Nie rozumiem kompletnie tego chaosu, przecież to niepodobne jest do ciebie...
 Nina spojrzała na nią i oparła się o wyspę.
 - No dobrze... Był tutaj Maksym.
 - Maksym? - dziewczyna zmarszczyła, próbując sobie przypomnieć kim był chłopak o tym imieniu, po chwili na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech. - Czy to jest ten sam...?
 - Tak, tak - dziewczyna przewróciła oczami i zabrała się za krojenie pomidorów.
 - Co go tutaj sprowadza? - nie umiała zapanować nad swoim uśmiechem, przypominając sobie wakacje, na których go poznała.
 - Wampir, który go przemienił...
 Ania stanęła jak wryta, słysząc to. Jej uśmiech znikł z twarzy i został zastąpiony przerażeniem.
 - W-w-wampir? - miała nadzieję, że się przesłyszała.
 - Tak, zmył się przed naszym przyjazdem tutaj.
 Do kuchni wpadł wkurzony Piotr, który sięgnął po jedną z nowych szklanek i nalał sobie do niej soku. Wypił to jednym haustem. Dziewczyny spojrzały na niego, czekając na jakieś wyjaśnienia jego oburzenia.
 - Dziewczyny - wydusił to z siebie, próbując nabrać powietrza. - Powiedzcie mi co ja mam jeszcze zrobić.. - usiadł na krześle, opuszczając swoje dłonie na kolana w geście bezradności. - Daniel cały czas się obwinia o ten cholerny wypadek a ja nie wiem, co do niego mówić. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał...
 - Hmm... - Ania usiadła na blacie, tak że widziała i swojego narzeczonego, i Ninę. - Nie zastanawialiście się, dlaczego on może się obwiniać? Przecież nie było go na miejscu wypadku, bo podobno Luiza go znalazła przy szafkach. Myślę, że między nim a Hanią musiało do czegoś dojść.
 - To mogłoby wyjaśniać, dlaczego  nie zwróciła uwagi na ten samochód - szepnęła Nina.
 W tym samym czasie Luiza postanowiła wejść na górę i zobaczyć, co się dzieje z Arturem. Nigdy nie zachowywał się w taki sposób, tym bardziej tak nie reagował po komentarzach Niny. Postanowiła mu dać chwilę czasu na ochłonięcie, ale chciała poznać prawdę. Weszła do pokoju, gdzie chłopak leżał na łóżku i patrzył na sufit. Nawet nie spojrzał na nią, kiedy się kładła obok niego.
 - Kochanie? - oparła głowę na jego ramieniu i spojrzała na jego twarz. - Co się dzieje?
 - Dlaczego miałoby się coś dziać? - mruknął i w końcu na nią popatrzył.
 - Ponieważ widzę jak się zachowujesz... To niepodobne do ciebie. Nina zachowała się tak jak zawsze wobec ciebie, co nie powinno nikogo dziwić a ty?
 - Co ja? - w jego głosie było słyszeć nutę irytacji.
 - Nic jej nie powiedziałeś, nie skomentowałeś tego... tylko pobiegłeś na górę jakby to co zrobiła.. jakoś cię uraziło?
 Artur wstał z łóżka i podszedł do okna, zaciskając dłonie na parapecie. Luiza nigdy go nie widziała w takim stanie, nie przypominał jej już chłopaka, z którym się związała. Zawsze był uśmiechnięty, pełen życia a chłopak, który stał przy oknie wyglądał jak cztery nieszczęścia.
 Do jego oczu napływały łzy, wiedział już, że nie zdoła tego ukryć przed dziewczyną. Nie tym razem.
 - Mam już tego wszystkiego dosyć! - warknął, wyrzucając to w końcu z siebie. - Powiedz mi, dlaczego tak jest? Dlaczego to Ninie się poszczęściło i mogła dowiedzieć się, co stało się z jej bliskimi? Bądźmy szczerzy, to jej najmniej na tym zależało przez tyle lat...
 - Nie mów tak, bo to nie jest prawda.
 - Luiza, dlaczego? Powiedz mi dlaczego? Od wieku się zastanawiam, co się stało z moimi rodzicami... Czy przeżyli tą cholerną wojnę...? Czy może mieli inne dzieci...? Czy byli szczęśliwi...?
 - Dlaczego nigdy nic nie mówiłeś? - dziewczyna podniosła się z łóżka i podeszła do niego, łapiąc go za dłonie.
 - Ponieważ nie myślałem o tym jak teraz...Wracając dzisiaj do domu, zobaczyłem starą fabrykę, w której mój ojciec był dyrektorem...Zawsze mi powtarzał, że jak skończę szkołę, to przepisze ją na mnie... a teraz? Zostały mi dwa miesiące życia...
 - Artur... Postarajmy się, żeby to były najpiękniejsze dwa miesiące...
 Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech. Przytulił ją do siebie i pocałował w czoło. Doskonale wiedział, że ona jest jego największym skarbem i szczęściem jakie do tej pory mogłoby go spotkać.

Myślę, że z takim zakończeniem mogę Was zostawić na dziesięć dni - no cóż, Pegaz doskonale wiedziała, co się kroi. Po powrocie z Bułgarii (czyt. 22 czerwca) postaram się opublikować następny rozdział. Mam nadzieję, że wytrzymacie! Poza tym, mam prośbę - zostawcie w zakładce "spam" informacje o Waszych rozdziałach, żebym miała świadomość kto co dodał podczas mojej nieobecności.
Pozdrawiam,
Kinga.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział trzynasty

 W jego głowie panował chaos. Na siłę próbował znaleźć jakiś ład i porządek, lecz wszędzie panował mrok. Czuł silny ból, który dochodził z nieznanego miejsca. Wołał o pomoc, ale nikt się nie odzywał. Oparł się o coś zimnego i próbował się uspokoić. Wtedy usłyszał delikatny, ale bardzo stanowczy głos. Przez ciężką kotarę zaczęło wpadać światło.
 - Nareszcie - mruknęła Nina.
 Dziewczyna stała nad nieprzytomnym Danielem, nie wiedząc ile czasu minęło odkąd stracił przytomność. Wiedziała, że głęboko w sobie przeraziła się tym, że jej najlepszy przyjaciel nie reaguje na nic. Teraz powoli otwierał swoje powieki, próbując sobie przypomnieć, gdzie znalazł się i co się stało.
 - Myślałem, że odciągnął mnie Piotrek lub Artur - to były jego pierwsze słowa. - Co ty tutaj robisz?
 - A na co ci to wygląda? - mruknęła i podała mu butelkę wody. - Ratuję tobie.. bądź Hani życie...
 - Hania? - pomasował głowę, chcąc sobie przypomnieć do kogo należy to imię. - Hania! Co z nią?
 - Jest w szpitalu.
 Chłopak zmarszczył czoło i próbował wstać, ale znowu zakręciło mu się w głowie i upadł na ziemię. Nina podała swoją dłoń, chcąc pomóc przyjacielowi. On widząc to słabo się uśmiechnął i pozwolił, żeby podniosła go. Otrzepał swoje spodnie z ulicznego kurzu i rozejrzał się po okolicy. Wciąż wiele osób stało przy ulicy, rozmawiając o tym, co przed chwilą się stało. Niektórzy z nich pokazywali na Daniela palcem, jakby miał coś z tym wspólnego.
 - Muszę jechać do niej - w końcu się odezwał.
 - Zapomnij o tym - Nina podniosła swoją torbę i wzięła przyjaciela pod ramię. - Wystarczy mi już jedna akcja z tobą w roli głównej.
 Dziewczyna ruszyła w kierunku domu. Daniel przez jakiś czas zastanawiał się, co mogło się wydarzyć przed jego stratą przytomności... o czym sobie nie przypomniał. Parę razy złapał się na tym, że patrzył na Ninę jakby miał nadzieję, że wyczyta coś z jej twarzy.
 - Powiesz mi w końcu co tam się stało? - zatrzymał się, nie chcąc iść dalej póki nie pozna prawdy.
 Nina w końcu podniosła wzrok na niego i spojrzała na jego lekko zabrudzoną twarz. Włosy miał potargane, w których na wietrze trzepotał samotny listek. Dziewczyna sięgnęła po niego, wypuszczając następnie w powietrze.
 - Po prostu poddałeś się - ściszyła głos i spojrzała w jego jasne oczy. - Zacząłeś się przemieniać na oczach innych...
 - Widzieli to? - chłopak poczuł jak zaczyna go od środka skręcać.
 - Oczywiście, że nie - przewróciła oczami. - Zdążyłam przecież cię odciągnąć w samą porę... I niestety.. bądź stety, uderzyłeś głową o krawężnik i straciłeś przytomność. Wtedy zapanował jeszcze większy chaos... Ludzie nie wiedzieli, czy tobie udzielić pomocy, czy Hani. Poprosiłam ich, żeby cię przenieśli w miejsce pod drzewo z dala od nich, bo nie wiedziałam, co mogłoby się stać, kiedy ocknąłbyś się... Na pewno nie chciałam nikogo narażać na niebezpieczeństwo. Mam ochotę na kawę, a ty?
  - Nina! - Daniel podniósł głos, zapominając, że u przyjaciółki ten sposób mówienia jest jak najbardziej normalny. - Przepraszam.. Nie powinienem podnosić głosu.. Proszę, powiedz mi, gdzie leży Hania i co z nią?
 - Nie możesz do niej jechać - spojrzała mu głęboko w oczy i położyła swoją dłoń na jego ramieniu. - Ufam jednak, że mnie posłuchasz... Więc powiem ci tylko tyle, że leży w dokładnie tym samym szpitalu, gdzie pracowała twoja mama. Dzwoniła do mnie Luiza i powiedziała tylko tyle, że.. - zawahała się, bo co jeżeli nie będzie potrafiła mu to jakoś delikatnie przekazać? - twoja dziewczyna jest w stanie krytycznym, ale robią wszystko co mogą.
 Do oczu Daniela zaczęły napływać łzy. Czuł jak w jego gardle rosła gula, która nie pozwalała mu nic powiedzieć. Minął Ninę i ruszył w kierunku huśtawek, które stały na placu zabaw. Pewnie jest pora obiadowa, ponieważ nie było żadnych dzieci. Usiadł więc na jednej z nich i schował swoją twarz w dłonie.
 - To moja wina, to moja wina... - powtarzał w kółko.
 - Nie mów tak - Nina powoli podchodziła do niego, rozglądając się po okolicy, żeby upewnić się, że nikogo nie ma. - To był wypadek, nikt nie mógł go przewidzieć... Nawet my.
 - Tyle, że gdyby nie ja to nie doszłoby do tego! - spojrzał na Ninę. - Przepraszam, znowu podniosłem głos.
 - Nic się nie stało - poklepała go po kolanie. - To ja powinnam ciebie przeprosić... - chłopak spojrzał na nią, oczekując jakiś wyjaśnień. - To nie ja powinnam ciebie pocieszać.
 - Co ty mówisz? - uśmiechnął się słabo. - Cieszę się, że to ty... Tylko ty nie użalasz się nade mną, tylko ty zachowujesz zimną krew... tylko ty mnie rozumiesz.
 Nina ujęła jego dłoń i spojrzała w jego oczy.
 - Brakuje mi tylko twojego uśmiechu..
 - Kochasz ją, prawda?
 - Tak... - szepnął. - Ona jest wspaniała, dokładnie tak jak Barbara... - na jego twarzy znowu zagościł uśmiech. - Jej oczy, głos, śmiech... A ty kochasz Alka?
 - Aleksego? - zmarszczyła brwi, chcąc mu dać do zrozumienia, że jest zaskoczona tym pytaniem. - Dlaczego myślisz, że go kocham?
 - Wiem o tym, że może nie okazujesz uczuć, ale spędzasz z nim tyle czasu, więc...
 - Nie kocham go, on mnie też. Jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi.
 Nina jeszcze przez chwilę stała, patrząc na coś w oddali. Następnie spojrzała na Daniela i odwróciła się, zostawiając chłopaka samego na huśtawce.On zaś przed długi czas jeszcze siedział i myślał nad wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło i nad tym, co powiedziała mu przyjaciółka.
 W drodze do domu Nina postanowiła zadzwonić do Alka, który pewnie jeszcze nic nie wie. Uznała, że jeżeli kilka lat temu byli przyjaciółmi, to powinien chociaż być poinformowany o tym.
 - Nina? - chłopak się zdziwił, widząc, że czarnooka do niego dzwoni. - Coś się stało?
 - Mam złą wiadomość.
 - Co się stało?
 - Hanna miała wypadek samochodowy przed naszą szkołą i trafiła w stanie krytycznym do szpitala...
 - Do szpitala? - chłopak odezwał się po jakimś czasie, prawdopodobnie w momencie, kiedy dotarło do niego, co się stało.
 - Tak... i uważam, że powinieneś tam być. Pora zacząć nowe życie.
 Rozłączyła się, ale nie wiedziała, czy to co zrobiła, było fair. Dlaczego jednemu przyjacielowi powiedziała, że ma nie jechać a drugiemu, że powinien?
 Nim się obejrzała, już stała pod bramą. Otworzyła ją i weszła na posesję, która była już obsypana jesiennymi liśćmi. Wchodząc do domu, zamknęła za sobą drzwi na klucz i poszła do salonu, gdzie położyła się na sofie i zamknęła oczy.
 Na szpitalnym korytarzu Luiza razem z resztą ekipy siedzieli, oczekując jakichkolwiek wiadomości od lekarzy. Artur przed momentem dodzwonił się do rodziców Hani, którzy właśnie przebywali w Berlinie, która wycieczka była prezentem z okazji ich rocznicy. Jej rodzice podziękowali im za to, że poinformowali ich o stanie córki i postarają się jak najszybciej wrócić do miasteczka.
 Po kilku godzinach z sali operacyjnej wyszedł lekarz, do którego podszedł Piotr, żeby wypytać się o dziewczynę ich przyjaciela. Mężczyzna na tamtejszą chwilę mógł tylko powiedzieć, że jej życiu już nic nie zagraża, ale nie potrafi ocenić jej stanu póki się nie obudzi.
 - Dziękuję - powiedział chłopak i wrócił do przyjaciół. - Powinniśmy wrócić do domu... Daniel na pewno czeka na wiadomości a dzisiaj i tak nie ma możliwości, żeby wejść do Hani.
 Odkąd Nina usnęła na sofie minęły dwie godziny. Nikt jeszcze nie zdążył wrócić do czasu, kiedy obudziło ją tłuczone szkło. Otworzyła powieki, ale nie miała najmniejszej ochoty wstawać, żeby zobaczyć co się dzieje. Była pewna, że to Daniel wrócił do domu i wciąż się obwiniał o wypadek dziewczyny. Obróciła się na drugi bok i znowu zamknęła powieki. Wtedy usłyszała zbliżające się kroki.
 - Daniel, wiem, że obwiniasz się, ale nie musisz tłuc całego szkła... - powiedziała śpiącym głosem, mając wciąż zamknięte oczy.
 Nikt się nie odezwał, ale ponownie usłyszała kroki. Chwilę później poczuła jak po plecach przeszedł jej chłód, prawdopodobnie z otworzonego okna.
 - Daniel, do cholery, zamknij to okno.. Jestem zmęczona.
 Cisza.
 - Daniel? - otworzyła oczy i powoli odwróciła się.
 W salonie nikogo nie było, ale okno balkonowe było otwarte na szerz. Nina szybko podniosła się z sofy i zamknęła je. Spojrzała do ogrodu, myśląc, że tam kogoś dojrzy, ale tam również nikogo nie widziała. Ponownie usłyszała za sobą tłuczone szkło. Powoli odsunęła się od okna i odwróciła się.
 - Ładny dom - powiedziała ciemna postać stojąca na środku salonu.

Wczoraj się zabierałam i zabierałam do publikacji tego rozdziału, że w końcu zapomniałam. Wybaczcie mi! Dziękuję, że jeszcze ze mną jesteście, za to, że komentujecie i nie komentujecie, ale jesteście. To miłe! Ja staram się na bieżąco nadrabiać Wasze rozdziały. Poza tym, w piątek kolejny rozdział! 
Pozdrawiam,
Kinga.